Witajcie,

Chciałbym się odnieść do ostatniej sytuacji jaka miała miejsce w naszym biurze EGIDA Finanse. Klientka szukała dla siebie kredytu hipotecznego i zwróciła się z prośbą do nas o znalezienie dobrej oferty. Najkorzystniejsza oferta dla niej znalazła się w banku „X”. Warunki były bardzo dobre, kluczową kwestią jak się później okazało była wysokość prowizji bankowej za udzielenie kredytu – w naszej ofercie wynosiła ona 2%.

 

Co to ta prowizja bankowa?

 

Bank za udzielenie kredytu i przekazanie klientowi swoich własnych pieniędzy pobiera prowizję. Przybiera ona różne formy: płacona z góry, „dopisywana” do kredytu, ściągana po czasie – nie mniej jednak średnio waha się ona w przedziale od 0,5% do nawet 4% kwoty całościowej kredytu zależnie od banku i konkretnego rodzaju kredytu.

Wracając do opowieści: klientka przy okazji zwróciła się do tego samego banku będąc przy okazji w placówce w innej sprawie o przedstawienie oferty na tych samych parametrach. Doradca bankowy ofertę przygotował i stwierdził, że jeśli klientka spełni kilka dodatkowych warunków (m.in. minimalne wysokość wpływów na konto) to zaproponuje tej klientce „promocyjną” wysokość prowizji bankowej wynoszącą…. 0%. Korzystniej niż u nas w EGIDA Finanse, prawda? Klientka przesłała nam ta ofertę z prośbą o ustosunkowanie się skąd taka różnica w prowizji bankowej z naszej oferty i bezpośrednio z banku.

Po szybkiej analizie znalazłem „haczyk” w propozycji złożonej bezpośrednio przez bank: oczywiście, prowizja została zmniejszona do 0% lecz z racji na to, że „natura nie lubi próżni” bank obowiązkowo dodał do oferty ubezpieczenie na życie klientki za kwotę…3,25%. Tym oto sposobem klientka odkryła pewnego rodzaju „bankową tajemnice poliszynela” – tj. traktowanie ubezpieczeń przy kredytach bankowych jako zamaskowanych prowizji bankowych (więcej o samych ubezpieczeniach bankowych i ich zakresie w naszym artykule: http://egida.olsztyn.pl/blog/ubezpieczony-kredyt-bankowy/ ). Reasumując, zamiast zapłacić u nas klarowną i jasną stawkę prowizji bankowej wynoszącej 2% mogła wpaść w marketingową pułapkę banku i zapłacić realnie 3,25% ale w formie „ubezpieczenia”.

 

Dlaczego banki zastępują prowizję bankową ubezpieczeniami?

 

Odpowiedź jest bardzo prosta: prawo nałożyło na banki pewne ograniczenia w wysokościach prowizji i oprocentowania kredytów. Są pewne górne granice, których bank nie może przekroczyć. Jednak w prawie tym nie było mowy o „ubezpieczeniach pod kredyt” i to stworzyło furtkę dla banków na odzyskanie choć części „utraconych” przez naniesione państwowe limity zysków z prowizji i marży. Oczywiście nie należy generalizować, jak już pisałem tutaj: http://egida.olsztyn.pl/blog/ubezpieczony-kredyt-bankowy/ te ubezpieczenia nie są fikcją – działają, mają swój zakres – choć w stosunku do rynku bardzo ograniczony lub wręcz ubogi. W związku z tym mniej osób będzie uprawnionych do skorzystania z ich zakresu niż w przypadku adekwatnego ubezpieczenia wziętego z „wolnego rynku”. A co to daje? A to, że składka za to ubezpieczenie zasili kasę nie tylko firmy ubezpieczeniowej ale także banku, który udziela nam kredytu…

Czy należy zatem demonizować sytuację? Nie – bank jest firmą komercyjną, też chce zarobić. Należy po prostu czytać to co się podpisuje, zadawać pytania i weryfikować wszelkie magiczne „promocje” i „upusty” bankowe, a jeśli mamy dobra sytuację bankową i finansową – najzwyczajniej w świecie negocjować z bankiem odejście od wymogu ubezpieczania kredytu lub skorzystać z oferty innego banku.

Pozdrawiam,

Daniel Kamiński